logo

Kompletny marketing sportowy.

tel. 500 162 319

kontakt@sport-label.pl

FACEBOOK

Twin Office
ul. Śląska 35,
81-310 Gdynia

Wyjazdy na mecze – dogrywka

Musicie zrozumieć, że ciężko napisać cokolwiek mądrego w chwili, gdy przegrywa się trzy mecze z rzędu. Właściwie to nawet nie jestem do końca pewien, czy wypada… rozumiecie chyba, że ktoś może błędnie stwierdzić, że zajmuję się wszystkim, tylko nie przygotowaniami do kolejnego meczu. Jednak… zgodziłem się współuczestniczyć w tym cyklu wydawniczym, więc czuję się zobowiązany do napisania kilku słów dla Was. Do dzieła!

O czym to ja ostatnio… a tak, mam, pisałem trochę o wyjazdach. O tym, w jaki sposób je sobie kategoryzujemy i które kierunki przyporządkowujemy do poszczególnych długości wyjazdowych.

Myślę sobie, że jakoś trzeba uczcić moją pierwszą okazję wyjazdu ligowego w tym sezonie i zostać jeszcze chwilę przy temacie podróży. Dzisiaj o tym jak wygląda typowy dzień w autobusie i jak nie oszaleć w nim do reszty.

Zacznijmy najpierw od harmonogramu dnia na przykładzie ostatniego wyjazdu do Katowic.

Zaczynamy zbiórką około 7 rano. Mamy całe pół godziny na to żeby spakować cały sprzęt do toreb, załadować go do autokaru i czekać do 7.30 na odjazd spod hali. Co jeśli spakowałeś wszystko, spojrzałeś na zegarek i zobaczyłeś, że jest 7.10? Opcji jest całe mnóstwo, przecież jesteś w centrum miasta, c’mon. Możesz na przykład… skoczyć na śniadanie do McDonald’s na stację po gazetkę poranną wyborczą.

No dobra… ale wyjechali i co dalej? Dalej jest tylko ciekawiej mocno nudnawo, bo gdzieś tak na wysokości Łodzi jest zjazd na pit stop i uzupełnienie zawartości kofeiny w organizmie. Zazwyczaj jest to najzwyklejszy w świecie Orlen, więc nawet nie ma się za bardzo nad czym rozwodzić… każdy wie z czym to się je i co tam dają.

Po tym jakże pasjonującym postoju następuje oczekiwanie na jakiegoś bawoła na obiad oraz na przyjazd na miejsce docelowe.

Wybaczcie, że dalszej podróży poświęciłem aż półtorej linijki tekstu… w sumie nawet mniej, ale chyba rozumiecie, żę nie będę Wam opisywał tego jak wygląda obiad. Każdy kiedyś jadł, więc totalnie wie o co chodzi. Może z tym wyjątkiem, że nie dostajecie bawoła na talerzu, ale to takie tam drobne różnice.

*****

No dobra, odbębniliśmy już teorię wyjazdu. Teraz czas na rozrywki w trakcie podróży.

Tutaj temat jest szeroki, ponieważ wiadomo, że podróżujemy wyłącznie autobusami, oferującymi pełne zaplecze multimedialne, osobne pomieszczenie sypialne oraz wiele innych luksusów, które pozostawię w tajemnicy gniazdko, kilka przedłużaczy, płaską podłogę (szalenie użyteczna sprawa jak chcesz na niej spać) oraz lodówkę.

Oczywiście rozrywki w trakcie jazdy są sprawą mocno indywidualną. Każdy ma swoje nawyki, przyzwyczajenia i preferencje. Jedni całą drogę prześpią, inni zajmą się jakąś lekturą, a jeszcze ktoś spędzi 8 godzin na przechodzeniu kolejnych poziomów „Ataku Złomiarzy”.

Sam osobiście pół drogi lubię przespać (stąd też zwróciłem uwagę na tę płaską podłogę). Budzę się, gdzieś tak, dopiero po postoju na kawę. W przeszłości zabierałem się wtedy za jakąś lekturę, najczęściej coś łatwego do przyswojenia… faworytami były „Franklin gra w hokeja”, „Franklin i wielki mecz hokeja”, czy „Kajtkowe przygody”. Teraz jednak preferuję jakiś dobry film lub serial na Netflixie… to chyba oznaka całej tej cyfryzacji 😉

*****

Na koniec pozostał jeszcze temat drogi powrotnej. Każdy, kto oglądał Rozpoznanie ze mną w roli głównej wie, że po meczu najbardziej lubię ciszę więc po prostu kładę się spać i budzę gdzieś w okolicach Hali Olivia.

*****

To by było na tyle dzisiejszych wywodów. Mam nadzieję, że choć trochę Was to zainteresowało i, po raz kolejny, nieco przybliżyło Wam życie i funkcjonowanie szatni.

Jeśli jednak stwierdziliście, że straciliście czas i chcecie wydłubać sobie oczy od tej grafomanii too… obiecuję, że kolejny wpis będzie równie celny jak moje strzały podczas meczu. W końcu można pisać bloga hokejowego i strzelać bramki, prawda?

Ach, już tak zupełnie na zakończenie – do zobaczenia we wtorek!